„Moje życie było mniej ważne niż pęcherzyk ciążowy." - Historie kobiet z filmu Mothers Without Borders
Kiedy ekipa dokumentalna Eve Simonet przyjechała do Polski, nie szukała teorii. Szukała kobiet gotowych opowiedzieć, jak to jest - naprawdę.
Znalazła je.
Joanna: dokumentować, żeby stawiać opór
Joanna Pietrusiewicz kieruje Fundacją Rodzić po Ludzku. Każdego tygodnia zbiera świadectwa kobiet i każdego tygodnia słyszy podobne rzeczy: procedury wykonywane bez zgody, brak informacji, infantylizowanie, słowa, które ranią na sali porodowej.
To nie są odosobnione przypadki. To wzorzec.
Dla reżyserki spotkanie z Joanną było momentem, w którym prywatne doświadczenia kobiet zyskały szerszy kontekst. Przemoc położnicza nie istnieje w próżni - jest częścią systemu. A dokumentowanie jej to już forma oporu.
Marta: ciało jako przedmiot
Marta Zarańska zgodziła się opowiedzieć o czymś, o czym wiele kobiet milczy.
Jej ciąża zaczęła się od momentu, w którym poczuła, że przestaje być podmiotem własnej historii. Lekarze skupili się na nieprawidłowo rozwijającym się pęcherzyku ciążowym. Ona - jako osoba, jako pacjentka - przestała być w centrum.
„Nieprawidłowo rozwijający się pęcherzyk ciążowy w moim ciele był dla lekarzy ważniejszy niż moje życie" - mówi wprost.
Eve Simonet opisuje filmowanie tej rozmowy jako moment, w którym zobaczyła wyraźnie, gdzie przecinają się dwie rzeczy: hierarchia w medycynie i konserwatywna ideologia. Miejsce, w którym opieka zamienia się w dyscyplinowanie.
Małgorzata: prawda po latach
Historia Małgorzaty Puć nie ma w sobie metafory. Jest literalna i przez to jeszcze bardziej wstrząsająca.
Przeszła ciążę wysokiego ryzyka. Podczas cesarskiego cięcia doszło u niej do zatrzymania akcji serca. Personel medyczny nigdy jej o tym nie powiedział.
Dowiedziała się po latach - czytając własną dokumentację medyczną.
„Poród może zabić" - mówi. I dodaje, że kiedy państwo ogranicza dostęp do opieki i kryminalizuje określone procedury medyczne, pośrednio decyduje o tym, czyje życie może zostać narażone.
Jej historia to nie jest historia o błędzie lekarskim. To historia o prawie do wiedzy o własnym ciele. O tym, że to prawo można stracić.
Rafał: lekarz w systemie bez wyjścia
Nie wszystkie głosy w polskim rozdziale dokumentu należą do kobiet.
Ginekolog Rafał Zadykowicz mówi o czymś, o czym rzadko mówi się publicznie: jak strach przed konsekwencjami prawnymi zmienia lekarzy. Jak restrykcyjne prawo nie tylko ogranicza pacjentki, ale też zniekształca praktykę medyczną - czyniąc opiekę bardziej sztywną, bardziej zachowawczą, mniej ludzką.
„System ochrony zdrowia nie może pozostać w pełni etyczny w autorytarnych ramach politycznych" - ta teza wybrzmiewa w filmie jako jedna z najbardziej niepokojących.
Sieci niewidzialne gołym okiem
Obok tych czterech historii film pokazuje coś jeszcze - sieć kobiet, które organizują się, by sobie pomagać. Nieformalne grupy wsparcia, aktywistki dzielące się informacjami, osoby, które - często na granicy prawa - robią to, czego system nie robi.
Macierzyństwo jako punkt wyjścia do oporu. Nie tylko jako doświadczenie, które się przeżywa. Ale też jako wspólnota, którą się tworzy.
"Matki bez granic" nie jest filmem tylko o Polsce. Ale polska część dokumentu jest - zdaniem samej reżyserki - jedną z najbardziej napiętych i najbardziej potrzebnych.
Bo są pytania, których nie wolno przestać zadawać. Kto decyduje o ciele kobiety? I co się dzieje, kiedy ta decyzja wychodzi poza nią samą?
Przeczytaj również nasz pierwszy artykuł - o tym, czym jest projekt Mothers Without Borders (Matki Bez Granic) i dlaczego jako Mustela zdecydowaliśmy się go wesprzeć!