Jak uczyć dziecko zwracania się do dorosłych? O „ciociach”, „wujkach” i granicach

Zaktualizowano dnia lipiec 06, 2026
Coiciu_-_wujku - Mustela Polska - 1

W polskiej kulturze słowa „ciocia” i „wujek” od dawna wychodzą poza rodzinę. Tak mówimy do znajomych rodziców, sąsiadów, przyjaciół domu, czasem nawet do osób spotykanych w przedszkolu, sklepie czy na placu zabaw. Brzmi miło, ciepło, swojsko. Ma skrócić dystans i sprawić, że dziecko poczuje się bezpieczniej.

Tylko że właśnie w tym miejscu warto się zatrzymać.

Dla dorosłego „ciocia” może być tylko uprzejmym zwrotem. Dla dziecka często znaczy o wiele więcej: ktoś bliski, ktoś swój, ktoś, komu można ufać. A skoro język buduje obraz świata, to sposób, w jaki nazywamy dorosłych wokół dziecka, ma znaczenie.

Nie chodzi o to, żeby straszyć dzieci obcymi. Współczesne podejście do bezpieczeństwa dzieci coraz częściej odchodzi od prostego komunikatu „nie rozmawiaj z obcymi”, bo nie każdy obcy jest zagrożeniem, a nie każda znajoma osoba automatycznie jest bezpieczna. Ważniejsze jest uczenie dziecka rozpoznawania sytuacji, granic i tego, do kogo może zwrócić się po pomoc. Eksperci Johns Hopkins Medicine wskazują, że warto pomagać dziecku rozpoznawać zaufanych dorosłych i bezpieczne miejsca, np. pracownika sklepu, ochroniarza czy policjanta, jeśli dziecko się zgubi.

Dlatego pytanie nie brzmi: „czy dziecko może powiedzieć do kogoś ciociu?”. Lepsze pytanie brzmi: „czy to słowo pomaga dziecku rozumieć, jaka naprawdę jest relacja z tą osobą?”.

„Ciocia” i „wujek” tworzą poczucie bliskości

Dzieci uczą się świata przez kategorie. Mama, tata, babcia, dziadek, pani w przedszkolu, pan doktor, sąsiadka, kolega mamy. Każde z tych określeń porządkuje relację. Pokazuje, kto jest kim, na ile jest blisko, czego można się po nim spodziewać.

Kiedy na obcą lub prawie obcą osobę mówimy „ciocia”, dziecko może dostać komunikat: „to ktoś nasz”. A jeśli ktoś jest „nasz”, dziecko może łatwiej przyjąć, że powinno być wobec niego miłe, posłuszne, otwarte. Może też trudniej mu odmówić przytulenia, rozmowy czy pójścia gdzieś razem, bo przecież „cioci się nie odmawia”.

To nie znaczy, że każda „ciocia” jest problemem. Problem zaczyna się wtedy, gdy słowo przykrywa realny dystans.

Jeśli ktoś jest bliską przyjaciółką rodziny, obecny w życiu dziecka, znany rodzicom i dziecku - można ustalić, że jest „ciocią”. Ale jeśli to osoba poznana przed chwilą, koleżanka spotkana przypadkiem albo dorosły, którego dziecko nie zna, bezpieczniej i czytelniej jest używać neutralnych form: „pani”, „pan”, „koleżanka mamy”, „sąsiadka”, „pani z recepcji”.

To prosty sposób, żeby dziecko nie myliło uprzejmości z bliskością.

Uprzejmość nie musi oznaczać skracania dystansu

Rodzice czasem obawiają się, że jeśli dziecko będzie mówiło „pani” albo „pan”, zabrzmi to chłodno. Ale dziecko może być uprzejme bez tworzenia fałszywej zażyłości.

Może powiedzieć: „dzień dobry”, „dziękuję”, „do widzenia”. Może odpowiedzieć na pytanie, gdy rodzic jest obok. Może uśmiechnąć się, jeśli chce. Nie musi jednak nazywać każdego dorosłego „ciocią” ani „wujkiem”, żeby było dobrze wychowane.

To ważna różnica: dobre wychowanie nie polega na tym, że dziecko szybko skraca dystans z dorosłymi. Polega na tym, że umie zachować się z szacunkiem, jednocześnie czując, że ma prawo do własnych granic.

NSPCC w materiałach o bezpieczeństwie dzieci podkreśla, że dziecko powinno wiedzieć, że jego ciało należy do niego i że ma prawo powiedzieć „nie” niechcianemu dotykowi - także wobec osoby z rodziny albo kogoś, kogo zna i lubi. To bardzo ważne także w codziennych, pozornie niewinnych sytuacjach: „daj buziaka cioci”, „przytul wujka”, „usiądź pani na kolanach”.

Dziecko może być życzliwe i jednocześnie nie musi być dostępne dla każdego dorosłego.

Jak mówić do dziecka?

Najlepiej prosto. Bez straszenia, bez podejrzliwości wobec wszystkich, ale jasno.

Zamiast: „Powiedz cioci dzień dobry”, można powiedzieć: „Powiedz dzień dobry pani Ani”.

Zamiast: „Idź do wujka”, można powiedzieć: „Podejdź do pana Tomka, ja jestem obok”.

Zamiast: „Nie wstydź się, to przecież ciocia”, można powiedzieć: „To moja koleżanka. Możesz się przywitać tak, jak chcesz”.

Zamiast: „Daj buziaka, bo będzie przykro”, można powiedzieć: „Możesz przybić piątkę, pomachać albo powiedzieć cześć”.

Takie komunikaty uczą dziecko dwóch rzeczy naraz: kultury i sprawczości. Pokazują, że dorosłych traktujemy z szacunkiem, ale nie musimy automatycznie przekraczać własnych granic, żeby ktoś inny poczuł się komfortowo.

A co z bliskimi znajomymi?

Nie trzeba popadać w skrajność. Jeśli w życiu dziecka są osoby spoza rodziny, które są naprawdę bliskie, obecne i zaufane, „ciocia” czy „wujek” mogą być naturalne. W wielu rodzinach takie osoby pełnią ważną rolę i dziecko rzeczywiście czuje z nimi więź.

Warto jednak, żeby to nie było przypadkowe określenie dla każdego dorosłego.

Dobrym kryterium jest pytanie: czy ta osoba jest realnie częścią życia dziecka, czy tylko dorosłym, którego chcemy miło nazwać?

Jeśli dziecko zna tę osobę, spotyka ją regularnie, rodzice mają do niej zaufanie, a dziecko samo czuje się przy niej swobodnie - można używać ciepłej, rodzinnej formy. Jeśli nie - lepiej pozostać przy neutralnym określeniu.

Nie chodzi o lęk. Chodzi o jasność.

Największym błędem byłoby zrobienie z tego tematu opowieści o tym, że „obcy są źli”. Dziecko nie potrzebuje lęku. Potrzebuje prostych zasad.

Nie idziemy z nikim bez wiedzy rodzica.
Nie przyjmujemy prezentów ani zaproszeń bez pytania rodzica.
Nie musimy przytulać ani całować nikogo, nawet jeśli to ktoś znajomy.
Mówimy rodzicowi, jeśli coś nas zawstydziło, przestraszyło albo było dziwne.
Szukamy pomocy u osób, które rodzic wcześniej wskazał jako bezpieczne.

Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę podkreśla znaczenie tworzenia bezpiecznego środowiska dla dzieci oraz edukacji dorosłych w zakresie ochrony dzieci przed krzywdzeniem. A bezpieczne środowisko zaczyna się nie tylko od procedur, ale też od codziennego języka, którym uczymy dziecko relacji.

Więc pozwalać czy nie?

Najrozsądniej: nie zakazywać obsesyjnie, ale nie nadużywać.

„Ciocia” i „wujek” powinny być określeniami dla osób, które rzeczywiście mają z dzieckiem bliską, bezpieczną relację. Nie muszą być zarezerwowane wyłącznie dla rodziny, ale nie powinny być też automatycznym zwrotem do każdego dorosłego.

Wobec osób obcych lub mało znanych lepiej używać form: „pani”, „pan”, „pani Ania”, „pan Tomek”, „moja koleżanka”, „nasz sąsiad”. To nie odbiera światu ciepła. Przeciwnie - daje dziecku większą jasność.

Bo dziecko, które wie, kto jest kim, łatwiej rozumie, komu może zaufać, kiedy może odmówić i gdzie przebiega jego granica.

A w wychowaniu właśnie o to chodzi: nie o to, żeby dziecko było grzeczne dla wszystkich za wszelką cenę, ale żeby było bezpieczne, uważne i pewne, że jego głos też ma znaczenie.

 

Źródło:

Johns Hopkins Medicine, “Stranger Danger and Stranger Safety”, dostęp: 06.07.2026.